Streszczenie: Praca i zamieszkanie za granicą to korzyści i wyzwania. Nowe perspektywy, rozkwit kariery, lepsze finanse vs odłączenie od rodziny, samotność, obce obyczaje. Przygotuj się na konkurencję, inny styl życia i oddalenie od polskiej kultury. Wartość decyzji zależy od priorytetów i gotowości do zmian. 🤔.
Wysokie zarobki, idylliczne krajobrazy zachęcają do obrania tego kierunku. W tym kraju główną metodą poszukiwania pracy jest korzystnie z sieci poleceń. Szwecja – w znalezieniu pracy pomagają publiczne służby zatrudnienia, EURES, agencje, jednak podobnie jak w Szwajcarii bardzo ważne są kontakty osobiste.
Jestem osobą ktora pracy sie nie boi. Na wykonczenie mieszkania wyjechalem do norwegii na prawie caly rok sam znalazlem prace bralem wszyatkoe nadgodzony robilem nkeraz od 7 rano do 22-23. Pierwszy otwierałem budowe i zamykałem. Troszke chaotycznie ale pisze na szybko bo musze sie zabrac za malowanke scoan i dokonczyc skręcanie blatu w kuchni.
cash. Odsłuchaj Chyba każdy z nas zna kogoś, kto zaraz po szkole lub po studiach wyjechał do pracy za granicę. Bardzo często osoby te zostają w nowym miejscu na stałe – czasem, urządziwszy się w nowym kraju, ściągają do siebie rodzinę lub drugą połówkę. Niektórzy właśnie tam poznają życiowych partnerów i rozpoczynają budowanie nowego życia od publikowane przez takich emigrantów w serwisach społecznościowych przekonują, że w nowej rzeczywistości można się z powodzeniem odnaleźć, prowadzić w niej całkiem udane życie. Są jednak i tacy, którzy wracają. Co nimi kierowało, gdy decydowali się na powrót? Jak czują się w Polsce po latach spędzonych na obczyźnie? Byłam bardzo ciekawa odpowiedzi na te pytania – dlatego zadałam je niedawnym ze znajomymi, śledząc ogólne nastroje i medialne doniesienia, można odnieść wrażenie, że młodzi ludzie nie rozważają powrotu z emigracji. Słyszy się więcej deklaracji dotyczących chęci wyjazdu, podkreślających korzyści płynące z takiego rozwiązania. A jednak to tylko jedna strona fala powrotów do Polski będzie tak duża, jak niektórzy się spodziewają? (fot. Shutterstock)Jak podaje National Statistics, czyli brytyjski odpowiednik GUS, w 2014 roku do Wielkiej Brytanii wyemigrowały 32 tysiące Polaków. Falę powrotów do rodzinnego kraju opisuje z kolei liczba 18 tysięcy osób. Co więcej, wygląda na to, że liczba Polaków powracających do ojczyzny będzie wzrastać: Polski Instytut Stosunków Międzynarodowych szacuje, że Brexit może oznaczać bilet powrotny do Polski dla nawet 400 tysięcy emigrantów. Niektórych Polaków zmusi to do porzucenia nowego, poukładanego życia. Dla innych zaś będzie to kluczowy argument, skłaniający do podjęcia decyzji, z którą nosili się od jakiegoś lat 35 – do rodzinnego miasteczka wróciła po 6 latach mieszkania w IrlandiiPo skończeniu studiów znalazłam pracę w sklepie odzieżowym. To były jeszcze czasy, kiedy człowiek brał, co było – żeby tylko było. Moją codziennością były kolejne nudne dni, niewielka pensja i brak wyzwań: to wszystko sprawiało, że chciałam się stąd wyrwać. Podobnie czuł się mój narzeczony: co prawda zarabiał lepiej ode mnie, ale za to ciężką pracą fizyczną. Trwało to jakieś dwa-trzy lata. Długo dojrzewaliśmy do decyzji o końcu, miesiąc po ślubie, on wyjechał do Irlandii – do pracy poleconej i załatwionej przez znajomego. Dołączyłam do męża po trzech miesiącach, ale szybko spotkało mnie pierwsze rozczarowanie. Jechałam z myślą: „Hej, jestem po studiach, znam język (i to doskonale) – co może pójść nie tak?”. A jednak. Po pierwsze, przekonałam się, że humanistyczne studia nie otwierają obiecujących perspektyw: dziś na pewno bym sobie tę całą socjologię odpuściła. Po drugie: okazało się, że moja znajomość języka owszem, pozwala się dogadać, ale z koleżanką z roku – nie z native speakerami. Kompletnie nie rozumiałam, co się do mnie mówi, a sama potrafiłam sklecić tylko zdania w rodzaju: „Kali jeść. Kali pić.” – chyba „pomagał” mi w tym też stres. W każdym razie stało się dla mnie oczywiste, że nikt mnie za biurkiem nie posadzi.„Wraca się przede wszystkim dlatego, że się tęskni” (fot. Shutterstock)Pracowałam więc w tym samym miejscu, co mój mąż. Prawie 6 lat spędziliśmy w zakładzie produkującym opakowania papierowe: ciągle na nogach, pracując na zmiany. Najczęściej mieliśmy wyznaczone inne godziny pracy, więc mijaliśmy się codziennie – spędzaliśmy razem tylko weekendy. Zarobki były dobre, ale też wiele nas kosztowały: obydwoje podupadliśmy na zdrowiu. Pojawiła się więc myśl, by wracać – tym bardziej, że na koncie uzbierała się już całkiem pokaźna suma, a mój zegar biologiczny zaczął tykać jak dlaczego wróciłam? Nawet nie z powodu ciężkiej pracy, bo teraz nie mam żadnej i to jest jeszcze większy problem. Wraca się przede wszystkim dlatego, że się tęskni: to nie jest tak, że rozmowy telefoniczne zastąpią ci kontakt z bliskimi. Szalałam po każdym wyjeździe do Polski, w chwilach spędzanych na lotnisku nie byłam w stanie opanować łez. Poza tym chciałam, żeby moja córka urodziła się tu, w żałuję? Nie. Ani tej decyzji o wyjeździe, ani tej o powrocie. Trochę źle mi z tym, że nie mogę znaleźć pracy – martwi mnie to głównie dlatego, że Zuza jest jeszcze mała. Ale udało nam się kupić mieszkanie, bez zaciągania kredytów. Wierzę, że urządzimy się tu już na stałe. Nigdzie więcej się nie lat 24 – spędził 3 lata w Londynie, wrócił do Polski pół roku temuWybyłem praktycznie trochę ponad rok po maturze. Technikum udało mi się skończyć dobrze, ale w mojej okolicy nie było pracy. Mogłem wyjechać z mojego miasta, żeby zadomowić się w większym – tak radziła mi mama i pewnie miała na myśli Poznań czy stolicę. No, a pojechało mi się trochę po szkole gastronomicznej, więc trochę odruchowo zacząłem od pracy na zmywaku, choć do tego zajęcia nie potrzeba żadnych kwalifikacji. Mimo wszystko zależało mi na pokazaniu się z jak najlepszej strony – w efekcie dość szybko trafiłem do kuchni. Pracowałem też jako barman – fajna rzecz, codziennie widzi się tysiące twarzy, zyskuje się szansę na nawiązanie nowych znajomości, poczucie klimatu miasta. Układało mi się dobrze. Dlaczego wróciłem? Z kilku powodów. Przede wszystkim dla dziewczyny: poznałem ją już w Londynie, też Polka. Chciała tylko zarobić na studia i wracać do kraju. Namawiała mnie, żebym jechał razem z nią: dałem się namówić, ale w sumie niepotrzebnie, bo nam nie wyszło. Ale to nie tylko to. Powiem ci, że w Londynie zaczynałem się dusić. To niestety nie jest tak, że Polacy tworzą jakąś zgraną społeczność za granicą. Owszem, ma się polskich znajomych, ale już nieznajomy rodak patrzy na ciebie wilkiem, podobnie jak Anglicy. Kiedyś tak nie było. Nie wiem, czy to kwestia wzmożonego napływu imigrantów skąd się tylko da, czy Brexit – ale z dnia na dzień czułem się w Londynie coraz bardziej świat stoi otworem, można w nim czuć się naprawdę bardzo obco (fot. Shutterstock)No i wróciłem. I tu niestety też czuję się obco. Wkurza mnie to, że jesteśmy tacy zamknięci, obecna polityka wywołuje we mnie mdłości. Z kolei zarobki wzbudzają śmiech przez łzy – nie mówiąc nawet o tym, że stały etat to coś, co pozostaje poza moim zasięgiem. Jak tak teraz o tym myślę, to chyba nigdzie nie będę już u rozmówcy podkreślają, że tak czy inaczej tęsknią. Będąc za granicą, tęsknili do rodziny i do kraju, którego obraz idealizowali w swoich wspomnieniach. Będąc tu, tęsknią za innym stylem życia: pamiętają, że choć tam też bywało trudno, to jednak łatwiej niż tutaj. Nawet wyczekany powrót do kraju nie gwarantuje wcale, że Polska z dnia na dzień stanie się przytulnym i bezpiecznym domem. Tylko niektórym udaje się to poczuć. Inni, jak Przemek, prawdopodobnie wyjadą ponownie: w poszukiwaniu miejsca, które będą mogli nazwać wymarzonym domem. Kamila Łońska-KępaZawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim
Ta pani czyli moja była małżonka też ma możliwość przyjazdu bo ma podwójne obywatelstwo. Też chciałbym siedzieć sobie w Polsce a nie włóczyć się na obczyźnie. Niestety nikt nie chce mi płacić alimentów. Straciłem prace a zasiłek wystarcza mi na wynajm mieszkania i mi na cały miesiąc zostaje mi w przeliczeniu na polskie 500 zł. Jeżeli ktoś był na emigracji to mnie zrozumie i sie przestraszy. Szukam oczywiście pracy ale licznik się kręci. W jakieś długi wpadnę bez mojej dobrze jak to jest na emigracji bo sama mieszkam za granica z trojgiem nieletnich dzieci w tym jedno chore na chorobe przewlekla, leczenie bardzo jestem na zasilku i wiem ze zasilek jest niski ale na wynajecie jednego pokoju i na zycie dla jednej osony wystarcza na caly miesiac i jak sie chce to na alimenty dla jednego dziecka tez sie kreci a dlugi jak pan sobie narobi to z wlasnej zawsze mozna znalesc jesli jest sie samemu i nie ma sie przy sobie dlaczego mial by pan pobierac na siebie alimenty? Byla zona tez pobiera na siebie alimeny?A jesli chodzi o to ze panska zona woli siedziec w Polsce to sie wcale nie Polsce przynajmniej jak pan nie chce placic to placi Fa a za granica jesli tatus sie dobrze ukrywa i nie moga go odnalesc aby sprawdzic czy jest wyplacalny nie dostanie dziecko jest prawne ale jak ktos pisze takie bzdury ze chce obnizyc alimenty bo stracil akurat prace to tylko moge doradzic zakasac rekawy i do roboty!
Wpis ten powstał w ramach jesiennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie. Członkinie klubu piszą, do czego nie mogą się przyzwyczaić w krajach, w których mieszkają. Ja piszę oczywiście o Australii. Od wielu z Was słyszę: ale Ci zazdroszczę tej Australii. Przyznaję, uwielbiam Australię i tutaj powoli układam sobie życie, ale też jest kilka rzeczy, które mnie wkurzają i jeszcze się do nich nie przyzwyczaiłam. Ale kto wie, może kiedyś: 1. Australia jest odizolowana od reszty świata. Daleko i drogo do Polski. Sam przelot w jedną stronę zajmuje ponad 24 h, jeśli uda się kupić bilet z dobrymi przesiadkami. Mój najkrótszy lot liczył 31 godziny. O wypadach do innego kraju na weekend możemy zapomnieć. Z tyloma kilometrami wiąże się brak częstych możliwości odwiedzin rodziny i znajomych w Polsce. 2. Szybko robi się ciemno! W Brisbane zimą robi się ciemno około 16-17, a latem już około Jak widzę gwiazdy na niebie, włącza mi się opcja spania. Z trudem udaje mi się dotrwać do W Sydney i Melbourne następuje zmiana czasu, więc latem słońca zachodzi tam trochę później. Tęsknię za długimi letnimi wieczorami. 3. Rodzina i znajomi. Takie długie i ciemne wieczory czasem skłaniają do refleksji. Niestety rodziny i przyjaciół nie da się zastąpić. Mam oczywiście znajomych, ale nie znamy się od 20 lat jak stare konie. Czasem serce płacze, że nie mogę być w Polsce z rodziną na święta albo omija mnie kolejne ważne wydarzenie lub impreza. 4. Kocham i love. Słowo kocham jest tu często używane. Do rodziny, znajomych, ludzi na ulicy. Myslę, że z grzeczności, bo chyba nie można każdego kochać? Dla mnie to nadużywanie tak pięknego i mocnego słowa. Czuję się niezręcznie, jak osoby, które znam od niedawna, mówią mi na pożegnanie, że mnie kochają. 5. Brak spontaniczności. Wydaje mi się, że Australijczycy lubią planować i przez to brakuje im spontaniczności. W środę piszę znajomych sms, czy chcą się spotkać na weekend to piszą, że chętnie, ale nie w ten weekend bo już mają plany. Piszę ok, następny? Też nie. W sumie do końca miesiąca już są zajęci. 6. Gorące święta. Nic dodać nic ująć. Nawet piosenki o bałwanie i śniegu nie mają sensu w 40 stopniowym upale. 7. Chorobowe. W więkoszości firm przysługuje Ci 10 dni chorobowego. Jak jesteś dłużej chory i nie masz uzbieranych godzin (bo w niektórych firmach trzeba uzbierać godziny) to nie dostaniesz wypłaty za te dni. A do tego, panadol wydaje się być lekiem na wszystko. 8. Filmy w kinie. Nie ma w czym przebierać – chodzi o ilość i jakość. 9. Sklepy są szybko zamykane. Około 17-18 pocałujemy klamkę w sklepach. Jeden dzień w tygodniu sklepy są otwarte do tzw. late night shopping. Super sprawa dla sprzedawców, którzy wieczory mogą spędzać w domu, ale gorzej dla tych, którzy pracują do późna i na zakupy mogą wybrać się dopiero wieczorem. Ale zawsze zostają weekendy. 10. Wilgotność w Brisbane latem – słońce parzy i jest gorąco – to jakoś zniosę. Ale tego, że po wyjściu z domu lub pomieszczenia klimatyzowanego człowiek od razu się poci jakby przebiegł maraton nie znoszę! Australia jest cudownym krajem, ale też ma swoje mniejsze lub większe wady. W końcu nie ma kraju idealnego. Ten tekst powstał w ramach jesiennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie. 24 Dzięki, że zaglądasz na bloga. Jeśli spodobał Ci się wpis, nie wahaj się zostawić po sobie śladu w postaci komentarza lub polecenia tekstu przez kliknięcie serduszka. Każdy pozytywny sygnał od czytelników motywuje mnie do dalszego pisania bloga. - Karolina
czy warto mieszkać i pracować na obczyźnie